gototopgototop

DzikaKultura.pl

Mała matura 1947. Recenzja.

mala_240

Mówi się, że polskie kino to kino z problemami.  Problemem są pieniądze, albo raczej ich brak. Problemem są utalentowani, młodzi aktorzy, albo raczej ich brak. Problemem są dobre scenariusze… Mimo to czasem powstają naprawdę dobre filmy.


Radca Taschke jest repatriantem z Lwowa. Wraz z rodziną ląduje w Krakowie. Kamienica zamieszkiwana przez Żydów, a w czasie wojny niemieckich urzędników, i która - jak głosi plotka – mieściła wojskowy zamtuz, staje się nagle domem rodzinnym naszego bohatera, młodego Ludwika. Nowa szkoła w obcym mieście, znanym jedynie z kolekcji znaczków pocztowych. To tu, otoczony przyjaciółmi, pod troskliwym okiem pedagogów i kochających rodziców, zaczyna się droga Ludwika ku dojrzałości i dorosłości. Niestety idą ciężkie czasy, a logika nowego systemy politycznego zaczyna podnosić paskudny łeb.


Mała matura 1947 to film, który reżyser buduje w oparciu o własną biografię. Mamy tu wyidealizowane czasy szkolne, młodzieńcze uniesienia i… niewiele ponad to. Nie ma tu specjalnie mocnej fabuły – historia po prostu toczy się bez szczególnie druzgocących zwrotów akcji. To zwykłe życie zwykłego chłopaka. Wątek romantyczno-patriotyczny nie jest, na szczęście, wyeksponowany. Patetyczne słowa wkładane w usta nauczyciela, postać niepokojącego ubeka, czy powstaniec warszawski ze starszej klasy – to wszystko jedynie dodatki, być może wspomnienia samego reżysera, nadające opowieści kolorytu. Najważniejsza pozostaje postać Ludwika, który w powojennym Krakowie niby dorasta, ale jednak przez cały film pozostaje taki sam – od początku do końca ukształtowany. Ta niezmienność głównego bohatera doskonale wpisuje się w formułę całego filmu – wszystko jest tu od początku kompletne, dopowiedziane. Dzięki temu Janusz Majewski tworzy świat ciepłych wspomnień. Być może zbyt ciepłych i zbyt oczywistych, jak na dwugodzinny film.


Niezależnie od oceny konstrukcji fabularnej tego filmy jest kilka elementów, które bezdyskusyjnie stoją na wysokim poziomie. Pierwszym, chyba najbardziej rzucającym się w oczy, jest doskonałe aktorstwo. Majewskiemu udało się pozyskać do filmu mistrzów tego fachu i choć oczywista jest przepaść między młodszymi aktorami, a prawdziwymi weteranami polskiego kina, wszyscy grają wiarygodnie, na miarę swoich możliwości. Na szczególne wyróżnienie zasługuje Adam Wróblewski – odtwórca głównej roli – nie mający formalnego, aktorskiego wykształcenia. Drugi plan jest w całości zdominowany przez ciało pedagogiczne. Nauczyciele są w Małej maturze uproszczeni i wyidealizowani, ale w efekcie bardziej charakterystyczni. Dzięki temu Wiktor Zborowski, Marian Opania, czy powracający na ekran specjalnie, by zagrać w tym filmie Marek Kondrat po prostu kapitalnie się bawią. Oglądanie w kinowym fotelu, jak załamują ręce próbując wtłoczyć nieco wiedzy w głowy wiecznie rozchichotanych gimnazjalistów jest nawet większą radością.


Radość zresztą wydaje się być w tym filmie kluczowa. Z jednej strony radość lat młodzieńczych, a z drugiej humor, który rozkłada na łopatki. Słowne tyrady Profesora Syfona, w którego wcielił się Wiktor Zborowski, to najwyższa liga dowcipu.


Mała matura 1947 to film, który nie wszystkim przypadnie do gustu. Warto jednak przymknąć oko na uproszczenia w fabule, czy konstrukcji postaci i dać się poprowadzić za rękę po powojennym Krakowie, który zachował się w pamięci reżysera. Będzie to o tyle przyjemniejsze, że za oprawę muzyczną tego sentymentalnego spaceru odpowiada Tomasz Stańko. Dodatkowym atutem jest możliwość zobaczenia czołówki polskich aktorów w najwyższej formie, a także naprawdę kapitalny dowcip dialogów i sytuacji. Szczerze polecam!


Film można oglądać od 15 kwietnia w Kinie Helios.



Adam Zyskowski

Podobne artykuły:
Twórcy obiecywali, że Projekt X będzie epicką balangą. Problem w tym, że choć widać ją na e
Fabularny debiut Bartosza Konopki to zdecydowanie najciekawsza premiera tego weekendu. Reżyser udow
Tandemem przez pogranicze ukazał się właśnie na DVD. Można go też oglądać na coraz liczniejs
Komedia ma być przede wszystkim śmieszna. Jeśli jest amerykańska, prawdopodobnie nie jest śmies
Ghost Rider 2 odrzuca niskim poziomem… właściwie wszystkiego. Jest jak brzydka dziewczyna, z kt
 

Komentarze 

#1
Kamila 17 kwietnia 2011
HMM może coś fajnego w polskim kinie nareszcie zagości.

Dodaj komentarz


<< Maj 2012 >> 
 Po  Wt  Śr  Cz  Pi  So  Ni 
   1  4  5
  710
1416
28293031   
Imię:
Email:


Copyright © 2010 DzikaKultura.pl Wszelkie prawa zastrzeżone. | Projekt Natalia Kalina | Wykonanie Mateusz Buczel, Mariusz Ciesluk | Platforma Joomla!